próbuję nacieszyć się wiosną, wolnością urlopu macierzyńskiego i moimi kochanymi dziećmi póki jeszcze mam na to czas
wtorek, 27 grudnia 2011

A Staś już raczkuj, wstaje przy meblach i wszędzie gdzie się tylko da. Ma cztery zabki i kolejne dwa widać już przez dziąsełka. Od kilku tygodni oprócz „tata” i „baba” mówi jeszcze „mama” i nie, nie, nie” jest grzeczny, potrafi sam się zbawić i cudowne z niego maleństwo. Na dodatek kręcą mu się włoski, co jest niezwykłe bo w mojej rodzinie nie nikogo z kręconymi włosami, a u P. są ale w dalekiej rodzi nie, a mimo to przyplątał się ten gen.

23:33, nosferata , Stasio
Link Dodaj komentarz »
...Przepełnienia w sklepach i galeriach już dwa tygodnie wcześniej, ludzi wynoszących zapasy niczym na wojną, które i tak się w większości zmarnują, obżarstwa, nieszczerych życzeń na siłę- tych otrzymywanych i tych które musze składać, łamania się opłatkiem i całowania z ludźmi, na widok których chce mi się rzygać, pijaństwa, melodyjek w supermarketach, sms-owych wierszyków o tańczących mikołajach , sprzątania jakby nigdy się tego nie robiło i całej tej świątecznej sraczki. Dobrze, że to już w tym roku po.

Nie mam domu… to straszne uczucie nie czuć się nigdzie bezpiecznym. Nie mieć miejsca w którym  można się zrelaksować, odprężyć odpocząć, miejsca w którym po prostu czuje się u siebie. Tu gdzie teraz mieszkam, u mojej teściowej czuję się nieakceptowana. Nie lubią mnie tu i wciąż dają mi to odczuć. Patrzą na Mie jakbym popełniła jakąś zbrodnię. Na naszym dawnym mieszkaniu, gdzie teraz mieszkają  moja siostra i brat, nie ma już moich rzeczy poza meblami i nie ma atmosfery mojego domu. W domu moich rodziców od dawna nie czuję się już jak u siebie. Ostatnio z przerażeniem odkryłam, ze jak w domu czuję się już tylko w pracy.

Jadę tam z przyjemnością i chętnie, a gdy wracam tu mam wrażenie, że przyjechałam do noclegowni. Wyspać się przeczekać i wrócić do pracy…

Boję się, że już nigdy nie poczuję się do końca swobodnie. Do tego dochodzi jeszcze brak znajomych tu na wsi, brak miejsc, w które mogłabym pójść i duża odległość od sklepów, kawiarni, placów zabaw czy czegokolwiek.

Nie wiem czy budowanie się na wsi było dobrym pomysłem, ja człowiek miasta na wsi. To się jakoś nie trzyma kupy, a tu kredyt na dwadzieścia pięć lat już wzięty i dom na wykończeniu….

Co będzie dalej?

23:11, nosferata
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 listopada 2011

Odkąd wróciłam do pracy ogarnął mnie absolutny brak czasu. Bywa, że po trzy dni nie ma mnie w domu. Choćby jutro: jadę do Lublina na 15 na zjazd ze specjalizacji, trwa do samego wieczora więc w ogóle nie opłaca mi się wracać do domu gdyż w sobotę od samego rana do wieczora znów mam zajęcia. Po zajęciach w sobotę idę na noc do pracy i po nocy od rana do wieczora znów zajęcia ze specjalizacji. Fajnie co?

Taki cykl powtarza się co dwa tygodnie, nawet nie mam za bardzo czasu, żeby porozsyłać ofertę mojej firmy po różnych potencjalnych klientach. Oczywiście lubię ten stan gdy czuję, że dużo robię i nie marnuję czasu, ale strasznie żal mi tego straconego czasu z dzieciakami.

Zuzia chodzi do szkoły, świetnie sobie radzi, ale materiał jest dla niej za prosty, nudzi ją więc ogarnia ją wszechobecny leń. Potrzebuje uwagi, sprawdzenia lekcji i tego co ma zadane, a mnie wiecznie nie ma. Staś ma alergię, w sumie nie wiem na co bo wszystko z diety już mu usunęłam, a dalej jest zsypany, aż miał zapalenie skóry, a mnie przy nim nie ma. P. jest zestresowany, budowa domu, dwie prace, dzieci, przerastają go. W zaszłym tygodniu aż trafił przez to do szpitala bo kłuła go klatka piersiowa i miał bardzo spowolnioną pracę serca, a ja nie mogę go odciążyć. Pocieszam się jednak tym, że w końcu wyjdziemy na prostą, zbudujemy dom, a dzieci staną się bardziej samodzielne.

Byle do wiosny, wiosna wszystko rozwiąże J

poniedziałek, 05 września 2011
Od początku zeszłego tygodnia mieszkamy już u teściowej. Jesteśmy do tego zmuszeni choć bardzo z tego powodu cierpię. Niestety nie stać by nas było płacić raty kredytu hipotecznego i czynszu za mieszkanie w zimie bo zima to dla nas czas bez dodatkowego dochodu z firmy P. Poza tym Zu. musiała pujść do szkoły i chcieliśmy zaoszczędzić jej późniejszych przenosin.

Mała jest bardzo przejęta szkołą, codziennie odrabia sumiennie lekcje i bardzo podoba jej się nowa klasa. Oczywiście na początku było trochę stresów bo szkoła mimo, że mała, jest sporo większa od przedszkola. Zu. chodzi też na obiady i to też dodatkowy stres dla pierwszoklasistki, musi przecież poradzić sobie sama z odbiorem obiadu i zdążyć go zjeść na przerwie. na szczęście radzi sobie coraz lepiej i lada dzień powie pewnie, że od wejścia idzie już sama :) Panią też ma świetną, wybraną przez teściową, która w tej szkole pracuje. niestety program pierwszej klasy jak dla mnie pozostawia wiele do życzenia. przez pierwsze pół roku dziecko ma tam łatwiejsze zadania do rozwiązywania niż dotychczas w zerówce. na dodatek prze trzy miesiące nawet nie próbują uczyć się czytać czy pisać. prace domowe to  na razie same kolorowanki, które są banalne i nudne. Zaczęłam żałować, że jednak nie poszła do szkoły jako sześciolatka bo teraz zamiast się rozwijać cofa się w rozwoju.

A u St. też wiele nowości. Poczynił wielkie postępy, prawie sam już siedzi i nadal jest grzeczny jak aniołek. A w czwartek za tydzień przychodzi do niego nowa niania. Pani Mariola była już na rozmowie z nami. Zrobiła bardzo pozytywne wrażenie i ma świetne referencje. Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie bardzo owocna.

ufff.... Tyle się dzieje, a ja kompletnie nie mam czasu. do tej pory nie mogę poradzić sobie z rozpakowaniem wszystkich rzeczy, a całkiem sporo czeka jeszcze na przywiezienie z Lbn. Nie sądziłam, że tak ciężko będzie poradzić sobie z tym wszystkim. Codzienne przygotowanie Zu. do szkoły, zawiezienie i przywiezienie jej stamtąd zajmuje mi przy jednoczesnej opiece nad St, całe przedpołudnie. Przy tym bieżące zakupy, porządki   gotowanie. Na budowę ciągle trzeba coś dowozić i czasu brak nawet na regularne posiłki. ale to już nie długo ba powoli wychodzę na prostą.


poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Jestem wściekła! dlaczego mężczyźni jak ze sobą pracują to potrafią się dogadać, a kobiety wrzucają sobie na wzajem kłody pod nogi?? Aktualnie jestem jeszcze na urlopie, ale regularnie dowiaduję się co dzieje się na oddziale. Ostatnio byłam tam i pytałam moich szanownych koleżanek,  z którymi (trzema) jestem na specjalizacji czy wiadomo coś nowego bo na stronie większość informacji jest dużo za późno podawanych. "Miłe" koleżanki powiedziały, że nic nowego nie ma. żyłam więc sobie w spokoju od czasu do czasu odwiedzając stronę ośrodka kształcenia podyplomowego. Dziś tam patrzę, a tam news, że w przyszłym tygodniu rozpoczyna się kurs EKG bezpłatny dla pracowników mojego szpitala, który w ramach specjalizacji muszę zrobić. nabór oczywiście dawno zamknięty. informacji o naborze oczywiście nie było. Koleżaneczki też pary z ust nie puściły, żeby nie było mi za łatwo. Dzięki temu one będą miały kurs za darmo, a ja muszę na to wywalić 400zł!!!

A ja tym sukom z dobrego serca książki pożyczałam i swoje prace zaliczeniowe z licencjatu oddawałam, żeby się jędze nie przepracowały pisząc własne i 40 pytań egzaminacyjnych z 60 im zapamiętałam i odpowiedzi podałam bo im się nawet szukać w książce nie chciało (nie mówię już o tym że powinny to wiedzieć), żeby się małpy w ogóle na tę specjalizację dostały, tak się teraz odwdzięczają!!!

Brak słów
22:53, nosferata , irytacje
Link Komentarze (1) »
niedziela, 31 lipca 2011

A Stasio umie już:

·         Przekręcić się z plecków na brzuszek

·         Siedzieć z podparciem

·         Mówić „dadada”, „jejeje”

·         Śmiać się w głos

·         Trzymać zabawkę i przekładać ją z rączki do rączki

Kilka dni temu byłam w mojej pracy bo… 3 sierpnia kończy się mój urlop macierzyński. Dacie wiar, że to już??!! Na szczęście mam jeszcze 10 dni urlopu z zeszłego roku i cały z tego. Ta liczba po odjęciu 4 dni na żądanie daje mi czas do 19 września na bycie z moim maluszkiem. W dodatku jesienią Zu. idzie do szkoły więc chcę być obecna w domu przez pierwsze tygodnie żeby pomóc jej się wdrożyć w nowy plan dnia.

Tak więc koniec urlopu zbliża się nieuchronnie i zdałam sobie sprawę, że czas poszukać niani dla Stasia. Z końcem sierpnia przeprowadzamy się do teściowej póki nasz dom nie będzie gotowy (wciąż jeszcze nie wiem jak ja to przeżyję) więc nianię muszę poszukać już tam na miejscu. Najchętniej wzięłabym jakąś młodą dziewczynę bo takie zwykle mają jeszcze trochę chęci serca dla dzieci, a nie siedzą plackiem przed TV gdy dzieciak płacze na podłodze. Niestety młoda dziewczyna najchętniej przychodziłaby do pracy codziennie podczas gdy mi tak często nie potrzeba bo wracam do pracy od razu w dyżury.

Na szczęście teściowa ma kogoś na oku. Niestety jest to pani przed pięćdziesiątką, na dodatek nigdy nie pracowała tylko opiekowała się własnymi dziećmi w domu. W związku z tym, że pani jest w wieku mojej mamy będę musiała się nauczyć asertywności, a boję się że nie będę umiała zwrócić uwagi na wiejskie nawyki i stereotypy w wychowywaniu dzieci. Boję się też, że skoro ona nie pracowała to ma słabe wykształcenie i nie będzie umiała dziecku udzielić pierwszej pomocy w razie czego. Tego na pewno będę musiała ją nauczyć. Planuję pierwszy tydzień pobyć z nią w domu, poobserwować, nauczyć wszystkich przyzwyczajeń Stasia i oczywiście zrobić przeszkolenie z pierwszej pomocy w typowych sytuacjach. Zdrowie synka jest najważniejsze więc schowam wszelkie skrupuły co do jej wieku i tego że to sąsiadka, do kieszeni.

Na razie jednak cieszę się jeszcze wspólnymi chwilami z maluszkiem w domu, tym domu. Odnoszę wrażenie, że z Zu. się tak nie cackałam jak z nim, ale to pewnie wszystko przez studia gdzie napatrzyłam się na krzywdę dzieci.

Nienawidzę jak ktoś nie dotrzymuje słowa. U mnie słowo jest droższe od pieniędzy. Niestety wśród naszego społeczeństwa to nagminne zjawisko. Nasi robotnicy już trzeci raz „na pewno” mieli do nas przyjść kończyć nasz domek, a tu znowu nie dotrzymali słowa. Jakby tak nie odwlekali to stan surowy był by już gotowa, a tak niewiadomo czy się w umowie wyrobią. A jeszcze nie dawno słyszałam, że na 100% w połowie sierpnia będzie gotowe.

Nasza umowa przewiduje, że mają czas do końca sierpnia, ale ja tak nie mogę patrzeć na ten przestój. Jeśli nie dadzą rady wyrobić się terminie to potrącenie z wypłaty mają jak w banku. Na dodatek i tak czeka ich już opieprz ode mnie. Od P. już usłyszeli, ale jak już sprawa doszła do ostatniego rzędu, a wciąż nie widać poprawy to muszę wkroczyć ja. A ja rzadko się wtrącam, ale gdy już muszę to się nie cackam z dziadami!

niedziela, 24 lipca 2011
Zamówiliśmy już dach w naszym domku. Podobnie do tego co planowaliśmy. Będzie czarny, elewacja jasno szara, a okna białe ze szprosami. Za jakieś trzy tygodnie domek będzie już cały z dachem, a za cztery, może pięć tygodni będą w nim też otwory. Miło było pochodzić po nim i po planować jak to wszystko będzie wyglądać. Już nie mogę się doczekać.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
O autorze
statystyka
Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie First Birthday tickers LilySlim Weight loss tickers