carpe diem
niedziela, 10 stycznia 2016

Przeglądałam dzisiaj ten blog. Tak wiele się zmieniło do czasu gdy go założyłam. Ja też jestem inna. 

Nie chcę zamykać tego co było, ale zostawiam to za sobą. Dlatego zdecydowałam.

Czas na przeprowadzkę.

 

Od dzisiaj jestem tu: http://pokolenie1986.blogspot.com/

 

Do zobaczenia

13:48, nosferata
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 grudnia 2014

Tak dawno nie napisałam nic co nie dotyczyłoby pracy, że nie jestem już pewna czy potrafię zebrać myśli na tyle żeby przelać je na klawiaturę. To co kiedyś uważałam za brak czasu, dziś wydaje mi się niedoścignioną sielanką. Jakoś tak ze mną całe życie jest, że mam nieodpartą potrzebę podwyższania sobie poprzeczki. Toteż i tym razem poprzeczka wyżej, a doba niestety coraz krótsza.

Zawsze uważałam, że życie jest tak krótkie, że trzeba możliwie dużo się nażyć żeby później nie żałować. Tym bardziej ja, ktoś kto ma moralniaka jeśli w poczekalni u lekarza nie czyta przynajmniej książki lub nie planuje przyszłego tygodnia. Mówi się, że inteligentni ludzie nigdy się nie nudzą. To na pewno prawda. A jeszcze wśród tych inteligentnych są tacy, którzy nudzić się po prostu nie mają czasu. (tak, w skromności też się trenuję ;)). 

Jednak w tym wszystkim jedno co mogę powiedzieć to to, że jestem permanentnie szczęśliwa. Dzieci rosną i wyrastają na inteligentnych, samodzielnych, niepowtarzalnych ludzi. Nie zbajerowani niczyją ideologią, umiejący samodzielnie myśleć i odróżnić dobro od zła tu i teraz, bez groźby wiecznego potępienia czy niedoścignionej nagrody. 

Spodobało mi się to co Stephen King napisał w jednej ze swoich książek- ludzie inteligentni i wykształceni umieją żyć tak jak chcą i tak by dać żyć innym (nie pamiętam czy właśnie tak to brzmiało, ale taki miało sens). Właśnie tak staram się żyć i takiego życia staram się uczyć moje dzieci.

Cóż więcej można chcieć od życia niż spełniać się rodzicielski, zawodowo, finansowo, towarzysko i intelektualnie? Może przydałaby się jakąś chwila na lenistwo, najlepiej kilka chwil, a jeszcze lepiej regularnie. Myślę jednak, że to kwestia dobrego planowania i wszystko da się załatwić.

22:32, nosferata
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 maja 2014

W życiu jest wiele przyjemnych rzeczy dla, których może nie konicznie warto żyć, ale dodają życiu smaku i sprawiają, że jest to droga nie tylko kręta i wyboista, ale także czasami usłana płatkami róż.

 

Moja lista największych przyjemności dla, których trzeba czasem być egoistą:

  1. seks- znajomy powiedział mi kiedyś, że każda kobieta ma seks na pierwszy miejscu swojej listy choć większość się do tego nie przyznaje
  2. dobra książka- zawsze muszę mieć jakąś w torebce, choćby czytnik ebooków (choć wolę papierową zdecydowanie), nie wyobrażam sobie, że mogłabym czekać na coś bezczynnie nie mając pod ręką czegoś ciekawego do poczytania
  3. sport – żałuję, że nią ma na niego tyle czasu ile bym chciała, ale uwielbiam to cudowne uczucie zmęczenia i jednocześnie pełni energii po wyczerpującym treningu
  4. nauka- w każdej formie, choć swoją miłość do niej odkryłam dopiero na studiach, a dziś stała się moją pracą
  5. jazda na motocyklu- wiatr we włosach, uczucie jakby się frunęło, wolność, bliskość natury
  6. kawa- jej smak i zapach o poranku, musi być biała, gorzka z ekspresu. Najlepiej, na werandzie, najlepiej gdy wszyscy jeszcze śpią, najlepiej z książką w drugiej dłoni i koniecznie z mojego ulubionego kubeczka
  7. piwo- w upalny wieczór, zimne, przy ognisku, albo grzane zimą, przed kominkiem w towarzystwie męża

Kiedyś na końcu tej listy był jeszcze sen, ale idąc za radą mędrców postanowiłam mniej spać, a więcej żyć. W końcu tak mało czasu jest na życie w życiu.

Nie jest tak, że nie umiem się bez tego wszystkiego obyć, szczególnie jeśli chodzi o dwie ostatnie pozycje, ale jak fajnie jest oderwać się od codzienności, natłoku obowiązków i przyziemnych spraw i umilić sobie życie, jedną albo dwiema pozycjami z listy.

Czytałam ostatnio Władcę much Williama Goldinga. Mam tę książkę od czasów studenckich, ale jakoś nie przypadła mi do gustu od pierwszej strony. Mimo to postanowiła wreszcie ją przeczytać.

Książka ukazała się w księgarniach w 1954roku, jednak nie straciła nic ze swojej aktualności. Nadal cała fabułę można przenieść do naszych czasów. Teraz czytając ją też ciągnęłam się dopiero grubo za połową, ale jak już się wciągnęłam to nie mogłam skończyć.

Rozmawiałam o niej z przyjaciółką, która stwierdziła, że książka jest bardzo dobra, ale ryje beret. Nic dodać nic ująć. Całą noc po przeczytaniu jej śniłam o tym, że Jack Merridew zostaje srogo ukarany za śmierć Simona i Prosiaczka :) – mam nadzieję, że nie zepsułam nikomu puenty…

Teraz w ramach odpoczynku zabieram się właśnie za Kod wieczności Eoina Colfera i jestem pewna, że ta lektura będzie stuprocentowo relaksująca :) Szkoda, że na pewno będzie również przerywana DSM- V i milionem artykułów o PTSD, jakkolwiek byłby one interesujące…

poniedziałek, 12 maja 2014

m: Nie nauczyłam Cię sprzątać dziecko, robiłam to za Ciebie zamiast kazać Ci wziąć się do roboty.

ja: Nie martw się mamuś, nauczyłaś mnie jak zarabiać pieniądze, żeby ktoś nadal robił to za mnie :)

Swoją drogą czwarta Pani do sprzątania w ciągu roku. Szybko się zużywają jakoś;) Dobrze, że jest ich pod dostatkiem...

12:00, nosferata
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 lutego 2014

W zeszłym tygodniu jakiś cham, bo inaczej tego nie nazwę wyrzucił psa na naszej wsi. Kundel, czarny, całkiem ładny i młody. miałam go zatrzymać, ale nie mam płotu i poszedł sobie dalej bo zdecydowanie nie był psem domowym. Do dziś błąka się po wsi, dokarmiany przez wszystkich sąsiadów. Może ktoś kto ma ogrodzenie weźmie go sobie. 

Wczoraj na Fb odezwała się do mnie koleżanka, że jej znajomy znalazł sukę labradora, że miła, wytresowana, mądra, około 3 lat. Niestety ktoś ewidentnie ją wyrzucił bo nie miała obroży i pałętała się bez celu w pobliży dużej Lubelskiej galerii. Ten człowiek, który ją znalazł co dzień chodził tam z nadzieją, że ktoś ją rozpozna, rozwieszał ogłoszenia, wrzucał w necie, napisała nawet do gazety, szukał właścicieli na wszystkie sposoby. Bez skutku. Niestety sam nie mógł jej zatrzymać, bo mieszka w małym mieszkanku w bloku z rodzicami. Cóż było robić :) Nasze podwórko jest spore, dom też, a ogrodzenie na ukończeniu. Trzeba było psinę wziąć :)

Tak właśnie od wczoraj mieszka u nas Summer- imię wymyślił znalazca, zostało bo w jej życiu i tak już dużo zmian. 

Jest pogodna, radosna, spokojna i miła dla dzieci. Mądra, sygnalizuje swoje potrzeby, nie włazi gdzie jej nie wolno, nie ściąga ze stołu. Normalnie anioł nie pies.

Dlaczego ktoś ją wyrzucił??!!

W każdym razie u nas będzie jej dobrze :)

Trochę wierciła się przy zdjęciach ;)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Pewnie się powtórzę, ale nie cierpię świąt, żadnych, nie tylko tych najbliższych. Nie znoszę po prostu i już. Jednak w tym roku święta są dla mnie chwilą wytchnienia. Po pierwsze dlatego, że na uczelni przerwa. Po drugie dlatego, że jestem gościem, a nie gospodarzem i czas, który mi pozostanie spędzę sobie we własnym domu, z własnymi dziećmi i mężem i nikim więcej.

Wigilijna noc będzie nocą w pracy, ale nie martwi mnie to specjalnie, wieczerzę mamy zjeść o 16, a że idziemy do teściowej, to im szybciej skończymy tym lepiej. Obiecałam jednemu pacjentowi, który miał wczoraj dołek z powodu świąt w szpitalu, że przemówię do niego ludzkim głosem. Słowa zamierzam dotrzymać :)

W Boże Narodzenie jedziemy do moich rodziców. Postaram się to jakoś wytrzymać, ale z biegiem lat robię się coraz większą domatorką, a tam w O… domu już kompletnie nie czuję.

Najbardziej jednak cieszę się z jutra. Upieczemy ciasteczka na choinkę, którą później ubierzemy, zapakujemy prezenty dla moich rodziców i rodzeństwa. Obejrzymy jakiś familijny film. Tylko ja i dzieciaki. Jak P. wróci z pracy może w coś zagramy. Będzie super.

Domek mam już posprzątany, Pani S. odwaliła kawał dobrej roboty w tym tygodniu. Gotować nic na siłę nie muszę. Jest cudownie. Oba tak dalej :)

Krótkich i relaksujących Świąt życzę wszystkim, a przede wszystkim sobie :*

 

22:39, nosferata
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 listopada 2013

Zu. Ma już dziewięć lat. Duża i mądra z niej dziewczynka. Samodzielna, inteligentna, ładna. Czego więcej można chcieć. Jestem z niej dumna i wierzę, że się nie zawiodę. Niedawno miała urodziny. Robiłam dla niej jak zawsze przyjęcie i sama pierwszy raz w życiu robiłam tort. Zmęczyłam się i byłam wściekła, że pomiędzy dwoma tygodniami pracy nie mogłam odpocząć tylko musiał zasuwać przy garach. Zarzekałam się nawet, że to ostatni raz w życiu, ale czego nie robi się dla największego skarbu na świecie-dziecka.

S. jest moim maluszkiem, pewnie pozostanie nim już zawsze, nawet gdy dorośnie. Mimo tego, że dawno już doskonale mówi, jest inteligentny, samodzielny, kochany, a czasem łobuzowaty. Serce mi rożnie gdy na wspólnych zakupach rozmawia ze mną elokwentnie, pyta i wyciąga wnioski zaskakując spostrzegawczością i pamięcią, a czasem bawiąc niespotykaną, dziecięcą dedukcją.

Moje największe skarby.

Tagi: dzieci
01:10, nosferata , mama
Link Dodaj komentarz »

Wreszcie z każdą minutą kończy się mój maraton.

Ten tydzień nie należał do łatwych. W ciągu siedmiu dni miałam pięć dyżurów. Poniedziałek -dzień, wtorek -8 godzin, środa -noc, w czwartek rano zeszłam więc właściwie dzień wyjęty z życiorysu- pół przespałam, piątek -dzień i dziś znów noc. Zaniedbałam wiele ważnych spraw. Dlatego cieszę się z podjętej wraz z P. decyzji o przejściu na pół etatu w szpitalu. W listopadzie jeszcze się przemęczę bo listopad ma mało godzin roboczych i mam urlop, ale w grudniu już tylko pół etatu.

Właściwie kilka ostatnich miesięcy przyniosło wiele pozytywnych zmian. Dostałam stypendium dla najlepszych doktorantów, które razem z podstawowym stypendium doktoranckim daje spooooro ponad minimum krajowe. Warto się więc przyłożyć do nauki, nawet w aspekcie ekonomicznym. Mój szpital natomiast kompletnie nie docenia swoich pracowników. Mimo, że stale się kształcę i w tej chwili jestem najlepiej wykształconą, a za razem prawie najmłodszą pielęgniarką, zarabiam minimum krajowe, co daje sporo mniej niż starsze, nie wykształcone koleżanki (mam mgr, specjalizację, studia podyplomowe, kurs kwalifikacyjny   i  trzy kursy specjalistyczne, a to rzadkość u nas, a zwłaszcza na 5 lat pracy).

Dodatkowo ostatnio pojawiła się możliwość rozwinięcia prywatnej praktyki, co miesięcznie daje drugą pensję, a wymaga nakładu 24 godzin pracy miesięcznie i to o wiele przyjemniejszej pracy.

Czuję się spełniona zawodowo i czerpię przyjemność ze swojej pracy. Chciałabym, żeby tak czuła się każda pielęgniarka bez względu na to jak pokieruje swoją karierą (szpital, przychodnia, prywatna praktyka, praca naukowa).

Pół etatu- początkowo ogarniał mnie lęk, jak to będzie tak mało pracować. Przecież lubię tę pracę. Czy nie będę tęskniła? Żal mi było całkiem rezygnować. Zresztą jestem teraz koordynatorem transplantacyjnym, nie mogę sobie całkiem odpuścić szpitala-nie chcę. Dlatego pół. Może gdy mi zaproponują lepszą płacę, lepsze miejsce- inny szpital, jeszcze wrócę do całości, ale na razie cieszę się tą nadchodzącą samodzielnością, czując jednocześnie ciężar odpowiedzialności by się nie rozleniwić, ale pracować w domu.

Mam jeszcze moich pacjentów domowych. Panią G. już sobie ułożyłam, zaplanowałam,  rozdysponowałam teraz tylko kontynuacja, a to akurat dobrze mi wychodzi. Czuję się pewnie, ona i jej rodzina czuje się pewnie ze mną, a praca z nią daje mi wiele różnorakiej satysfakcji. O. jeszcze ni wyszedł ze szpitala. Przede mną kawał roboty, żeby dograć się w zespole z lekarzem, fizjoterapeutą i rodziną małego. Zarys mam już w głowie więc źle nie będzie.

Uczelnia rozplanowana, teraz metodą małych kroczków podążę do osiągnięcia celu. W tym roku uczę swojego przedmiotu, a tu mam pole do popisu, myślę, że studenci skorzystają.

Uff! To przyjemne uczucie gdy się robi to co lubi, a jeszcze Ci za to płacą :)

piątek, 09 sierpnia 2013
Zdecydowanie jestem człowiekiem klimatu umiarkowanego. Lubię ciepło i owszem, a bardziej od ciepła w lecie, lubię dużo światła, ale takich upałów jak ostatnie, nie cierpię. Organizm odmawia mi posłuszeństwa. Jestem zmęczona, ospała, mokra i śmierdząca. Spać nie mogę i mi źle. Moje dzieciaki tak samo. Niech już troszkę się ochłodzi. W imieniu wszystkich Polaków obiecuję, że nie będziemy narzekać na to że "[...] nie ma słońca nieomal siedem miesięcy w roku, a lato nie jest gorące. Tylko zimno i pada i zimno i pada, na to miejsce w środku Europy. "
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
O autorze
statystyka
Code snippet: HTML, Used for some forums. Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Fourth Birthday tickers LilySlim Weight loss tickers